Przypadkowo natknęliśmy się na tę osadę jeżdżąc po polnych drogach w okolicach Hampi. Jedna z Pań zatrzymała nas i zapytała czy lubimy trzcinę cukrową. A ponieważ lubimy, poczęstowała nas karmelem i pokazała swoje włości. Więc jeśli ktoś jest ciekawy skąd pochodzi cukier, za który płaci grube złocisze w pobliskim sklepie ze zdrową żywnością, przyjżyjcie się bliżej ludziom, ktorzy go produkują. Miejsce zostało zorganizowane tak, iż fabryka jest niemal samowystarczalna. Trzcinę uprawiają na polu obok swojego domu. Przy uprawie wykorzystują bawoły, które w zamian dostają swoją zieloną dolę.
Z dojrzałych łodyg sok wciskany jest do zbiornika, skąd przelewany zostaje do ogromnych kotłów. Tam gotowany jest aż do wyparowania wody. Otrzymany karmel suszy się na plastikowych matach i tak powstają bryły cukru. Do ogrzewania kotłów wykorzystywane są trociny pozostałe po wyciśnięciu soku. Tym właśnie sposobem nic sie nie marnuje.
Podczas gdy na zewnątz temp. wynosi około 40 C (dosyć chłodno, bo dopiero ustępuje zima), w środku panuje dławiący gorąc.
Wnętrze wygląda bez wątpienia bajkowo. Ogromne czarodziejskie kotły na eliksiry młodości. Rzeczywistość jest jednak nieco inna. Pracują wszyscy, łącznie z dziećmi. Jedynie karmelowy potworek ze zdjęcia ma na razie wolne, jako że nie skończył jeszcze pięciu lat. Pomimo, iż do produkcji zaangażowana jest cała, wielodzietna rodzina, ludzie Ci żyją na skraju ubustwa. Są oczywiście bardzo otwarci i serdecznie, co nie zmienia faktu, że chciali nam oddać jednego chłopca “na służbę do miasta”.
March 2, 2010
Fabryka trzciny.
Advertisement
1 Comment »
RSS feed for comments on this post. TrackBack URI
























bieda biedą ale mi to wygląda na raj…
Comment by claudia — March 2, 2010 @ 8:14 pm