Pożegnaliśmy Bangalore. Było trochę przykro, no bo czemu miałoby nie być, skoro żyło nam się tutaj conajmniej pysznie i bezproblemowo. Żale i smutki wyleczył pierwszy przystanek w naszej podróży. Po dosyć niespokojnej jeździe, dla Jarka również nieprzyjemnej, głównie dzięki Hindusowi chrapiącemu za jego uchem (Potem doszedł akcent drażnienia zmysłów za pomocą ściągnietych butów.), dotarliśmy do Goa. Najmniejszy stan Indii, opisywany jako raj na Ziemi, rości sobie prawo do posiadania jednych z najpiękniejszych plaż na świecie. Nie powiem, nie mamy powodów do narzekań. Wybraliśmy malutką wioskę na samym południu stanu, z dala od turystycznego centrum dyskotek i dragów. Palolem – to miejsce stworzone do lenistwa. Czysta plaża ( niespotykana rzecz w Indiach), błękitne morze, palmy nachylające się nad domkami i chatki palmowe, w których zamieszkaliśmy.
Myśleliśmy, że jak zwykle wynajmiemy motory, żeby odwiedzić okoliczne miejscowości… no więc od kiedy tutaj przyjechaliśmy nie wyszliśmy poza plażę, no może na okoliczną wyspę pooglądać kraby i małpy. I tak wessani przez oazę lenistwa spędzamy dzień trzeci.
March 9, 2010
Wessani przez Oazę lenistwa- dzień trzeci.
Advertisement
5 Comments »
RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

szczerze Was nienawidzę…
Comment by claudia — March 10, 2010 @ 8:38 am
poza tym co to za opis bez zdjęcia???
Comment by claudia — March 10, 2010 @ 2:55 pm
a no właśnie-chwalisz się chwalisz, a nawet nie można zobaczyć czy jest czym;)
Comment by Bella — March 12, 2010 @ 3:40 pm
Na wszystko przyjdzie czas moje kochane kobiety;]
Comment by paulinaimiolek — March 12, 2010 @ 4:15 pm
to mówi się wessani czy waranassi
Comment by anonim — March 15, 2010 @ 8:08 am