Mówią, że lepiej późno…
Zawitaliśmy do Agry z dwóch powodów.
1. było nam po drodze do Nepalu
2. podobno mają tam Taj Mahal- cud nad cudy.
Pomijając wszelkie zabiegi typu “lans na nie lans” stwierdziłam, że nie ma możliwości aby ominąć tę niebywałą atrakcję turystyczną. W końcu mieszkać w Indiach 4 miesiące i nie zahaczyć o Taj Mahal…
Z tych samych powodów, dla Jarka punktem honoru było owej cudowności nie widzieć.
Po 18 godzinnej podróży z Bombaju dotarliśmy na miejsce późnym popołudniem. Już na dworcu kolejowym obskoczyli nas naciągacze. Proponowali najtańsze w mieście pokoje- 300% stawki, przewóz taksówką- jakby wszystkie riszke naokoło nas w ogóle nie istniały (riksza jest 10 krotnie tańsza od taksówki a silnik i siedzenie dla pasażera też ma;]). Nagle centrum zostało przeniesione 10 km od dworca a mapy i przewodniki kłamały, że to tylko kilometr. No i niby nic. Ta sama historia niezależnie od miasta. Rzekłbyś Indie… Dwa dni w tym miasteczku pozwalają mi jednak twierdzić, że pod względem przekrętów, bajek i “okazji życia” to miejsce zupełnie wyjątkowe.
Tylko tutaj ludzie podchodzili do nas i dawali wskazówki, o które nie pytaliśmy, a potem kazali sobie za to płacić.
Przewodnik oferował swoje usługi, a jeśli rezygnowaliśmy z nich przed rozpoczęciem, kazal sobie mimo wszystko płacić. (Na obie sytuacje zareagowaliśmy śmiechem)
Tylko tutaj cena biletu kolejowego wynosi:
bilet
+ 50% opłata za zakup last minute(!!!)
+ 50% opłata dla kasjera, za to, że bilet sprzedał
+ opłata dla właściciela hostelu za to, że ma kolegę kasjera-ile łaska, ale nie mniej niż 50% wartości biletu…
(Odmówiliśmy usługi naiwnie wierząc, że potrafimy sami to załatwić. Miły właściciel uprzedził kolegę, że podziękowaliśmy za ich pomoc i pewnie zjawimy się na dworcu. Nie musiał nas dlugo opisywać: “Dwóch przejmująco wysokich białasów”. Na miejscu okazało się, że żadnych, ale to żadnych biletów nie ma. Wszystkie miejsca zajęte. We wszystkich kierunkach. Na najbliższe 4 dni… Po co miałby sprzedawać nam bilet po normalnej, rządowej cenie, skoro może dostać za niego dwa razy tyle u pośredników… )
Chyba tylko tutaj naciągacze kiwają naciągaczy i żeby zarobić choć grosza dogadują się z turystami…
Układ wygląda tak: riksiarz dostaje 30 rupii za każdego turystę przywiezionego do sklepu. 15 rupii dla nas 15 dla niego i tak 5 min spędzamy na oglądaniu rękodzieła i na dworzec jedziemy za friko. A i czujemy się bliżej całego cyrku oszustów, który w Indiach przybiera formę normy kulturowej.
Przykłady można by mnożyć. Wszystkie takie drobiazgi składały się na jedną dławiącą rzeczywistość. Atmosfera tego miasta mnie przytłaczała.
Agra stanowi model idealny traktowania turysty jako chodzącego dolara…. Szkoda komentarza…
Cel był jednak wzniosły. Zobaczyć cud.
Pobudka o 5.30 żeby zdążyć na wschód słońca.
Bilet za 750 rupi, z racji tego, że urodziło się białym (Hindusi płacą 20 rupi!!!!:D)
Miny mojego towarzysza podróży, który jest wniebowzięty ze wszystkich w.w. powodów;]
I morze ciał..przelewające się przez wszystkie cztery bramy ogradzające budowle.
p.s. Przyznaję, budynek piękny. Wizyty tam nie polecam.


przynajmniej oryginalnie podeszłaś do tematu a nie tak jak wszyscy co to przesuwają się troche bardziej w prawo na tym podeście żeby złapać jeszcze stawiki na środku. Zdjecie oceniam na mocną trójkę a jak mówili starożytni rosjanie mocna trójka lepsza niż słaba czwórka.
-:]———]—-
Comment by wen forfiter — June 24, 2010 @ 11:18 am
Uważaj Wen, bo jak mi się komentarze nie podobają to je kasuję!;]
Comment by paulinaimiolek — June 24, 2010 @ 4:49 pm
a ja mam pytanie do Prowadzącej – czy jest coś w Indiach godnego kliknięcia na fb przycisku “luuubię to!”?;)
Comment by Bella — June 28, 2010 @ 6:33 pm
Ależ owszem! Patrz: poprzednie i nadchodzące posty!
Ale musialam troszkę pobiadolić, bo to co dzieje się w Agrze to absurd w odmianie męczy-zadowej.
Comment by paulinaimiolek — June 29, 2010 @ 5:26 pm
mielismy podobnie w tej Agrze, ale sam budyneczek jest ok.
Comment by m — August 15, 2010 @ 8:13 pm
mimo wielu podobnych opinii nie potrafię się oprzeć i zamierzam się “zmierzyc” z Agrą w przyszlym tygodniu. Bo wlasnie- jak mozna ominac cud nad cudy
Comment by nataliavet — January 21, 2011 @ 9:52 am
I jak wrażenia?!
Comment by paulinaimiolek — January 31, 2011 @ 10:30 pm
witaj, wrocilam z Indii miesiac temu i teraz, jak ponownie czytam o Twoich wrazeniach z Agry, to az nie moge uwierzyc, bo chyba mialam jakies niebywale szczescie… samo miasteczko wspominam bardzo pozytywnie, fort tez mi sie podobal. Przyjechalismy tam z Delhi dosc pozno w nocy- prosto na prepaid taxi (fakt, ze probowali klamac, ze nasz hotel jest dalej niz twierdzi przewodnik, ale tak jest w sumie wszedzie, wiec z tym sobie poradzilysmy i takksowka nie wyszla nas jakos drogo). Hotel bardzo przyjemny za 600 Rp przy bodajze wschodniej bramie z widokiem na Taj z dachu. Przez caly dzien sympatyczny Pan obwozil nas po miescie- na Taj, na fort, na dworzec (nie mialysmy problemow z kupnem biletu- te same zasady i karteczki co wszedzie
i z powrotem do hotelu- za wszystko chcial 120 Rp ( a to jednak spore odleglosci tak z perspektywy riszkarza, wiec dalysmy mu 200Rp, zwlaszcza ze byl bardzo mily- jak niewielu z nich). Oczywiscie tez wstalysmy z rana, ale juz na miejscu nikt nas nie zaczepial, moze ze dwie osoby zapytaly, czy chcemy przewodnika, ale grzecznie odmowilysmy i dali sobie spokoj. Nie wiem od czego to zalezy, moze bylysmy tam w lepszym terminie, moze po prostu mialysmy wiecej szczescia. Osobiscie takim miejscem w Indiach, do ktorego zdecydowanie NIE chcialabym wracac to bylo jednak Delhi.. A poza tym jestem zachwycona i pewnie jeszcze tam wroce 
pozdrawiam!
Comment by nataliavet — April 10, 2011 @ 6:04 pm